Aleksander Fjeld Andersen miał przed sobą jeszcze dobrych kilka lat ścigania na biathlonowych trasach. Jednak 26-latek nie dostąpił takiej możliwości. Najpierw został wykreślony z norweskiej kadry, a potem przez kilka tygodni zastanawiał się, w którym kierunku pójść. Ostatecznie porzucił biathlon.

Dobry sezon, trudny kwiecień

Aleksander Fjeld Andersen ma za sobą całkiem udany sezon. W klasyfikacji generalnej Pucharu IBU zajął 4. miejsce oraz zaliczył dwa dobre starty w Pucharze Świata. W biegu indywidualnym na 20 kilometrów w Oestersund był 10., a trzy dni później zajął 6. lokatę w biegu ze startu wspólnego.

W wielu kadrach narodowych taki wynik został przyjęty bardzo ciepło i zawodnik mógłby liczyć na wsparcie w kontynuowaniu kariery. Jednak nie w Norwegii, która biathlonistami stoi. Pod koniec marca 26-latek z Oslo dowiedział się, że zostaje wyrzucony z reprezentacji i nie będzie startował w barwach swojego kraju.

Andresen w rozmowie z NRK na początku kwietnia zdradził, jakie wyjaśnienie otrzymał od władz Związku.

– Jestem w drużynie od czterech lat i zrobiłem niewielki postęp. Mimo to, myślę że byłbym wystarczająco dobry, aby dostać się do prawie każdego elitarnego zespołu na świecie. Drugim powodem było to, że chcieli zrobić miejsce dla młodych chłopaków. Ponieważ Endre [Stroemsheim – przyp. red.] i Vebjoern [Soerum – przyp. red. ] byli wyżej ode mnie, nie było miejsca dla kolejnego starszego biathlonisty w grupie – tłumaczy.

Definitywny koniec

26-letni zawodnik z myślami bił się przez kolejne tygodnie, by wreszcie podjąć ostateczną decyzję. W środę w rozmowie z norweskim portalem TV2.no poinformował, że już więcej nie stanie do walki na biathlonowych trasach.

– Kilka łez popłynęło, gdy ogłosiłem to moim bliskim. Nie da się być na to przygotowanym. To tak, jakby zostać zwolnionym, nie robiąc nic złego – powiedział Aleksander Fjeld Andersen.

Źródło: tv2.no
Fot. © Deubert/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.