Należy do ukraińskiej obrony terytorialnej, ale została oddelegowana do walki o jak najlepsze rezultaty na biathlonowych trasach. Anastasija Merkuszyna mówi nam o wojnie rosyjsko-ukraińskiej oraz tłumaczy, skąd tak dobre wyniki w biegach indywidualnych.

Cezary Bronszkowski: Niemal rok temu Rosjanie bezczelnie zaatakowali Ukrainę. Kilka dni po Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Gdzie zastała cię wojna?

Anastasija Merkuszyna: Zastała mnie na zgrupowaniu w Karpatach, gdzie przyjechałam z siostrą przed kolejnym etapem Pucharu Świata. Ale 24 lutego rano jechałyśmy do mojego mieszkania na Zakarpaciu.

Jak zmieniła ona biathlon na Ukrainie?

Ponieważ Rosja zbombardowała kilka baz biathlonowych, a niektóre z nich nadal są niebezpieczne, mamy tylko 2 stadiony do treningu. A także cięcie wydatków ogranicza nasze możliwości szkolenia. Reprezentacja została wsparta pieniędzmi przez IBU, ale młodsze pokolenie jest w trudnej sytuacji, więc pewnie jeszcze długo będziemy mieli spadek wyników.

Co czułaś, gdy usłyszałaś o ataku? Jakie były twoje pierwsze myśli?

Na początku pomyślałam, że muszę wysłać rodzinę w bezpieczne miejsce, potem zdałam sobie sprawę, że jestem w wojskach obrony terytorialnej i prawdopodobnie zostanę wezwana do obrony granic. Ale na szczęście tam moim rozkazem było trenować jak najlepiej.

Wiem, że to trudne, ale czy na początku wojny przeszło ci przez myśl: „Boże, będę strzelała do ludzi, a nie do celów na tarczy”?

Jasne, nadal nie potrafię sobie wyobrazić, jak można użyć broni przeciwko człowiekowi.

Kilku biathlonistów pojechało na front walczyć z Rosjanami. Miałaś z nimi kontakt?

Tak, jest tam kilku moich przyjaciół i modlę się za nich.

IBU wykluczyła Rosjan i Białorusinów z rywalizacji. Uważasz, że to słuszna decyzja?

Tak, nie wyobrażam sobie flagi rosyjskiej czy białoruskiej wywieszonej na stadionach biathlonowych, podczas gdy w moim kraju flagi te mają kolory śmierci.

Jednak wojna kiedyś się skończy. Co wtedy z rywalizacją z Rosjanami?

Nie mogę przewidzieć przyszłości, ale my nigdy nie zapomnimy.

Trenujecie wciąż na Ukrainie czy w związku z bombardowaniami wybieracie obozy poza granicami kraju?

Najczęściej trenujemy za granicą, bezpiecznie jest tylko w Karpatach.

Sztafeta ukraińska od lat jest mocna. Zwłaszcza, gdy przychodzi do walki o medale mistrzostw świata. Byłaś częścią każdej medalowej ekipy od 2017 roku. Czy w tym roku powiększysz kolekcję o następny krążek?

Tylko Bóg to wie! Ale postaramy się dać z siebie wszystko.

Bieg indywidualny na mistrzostwach świata to konkurencja skrojona pod ciebie. W ostatnich trzech edycjach zajmowałaś miejsce w czołowej 15. Skąd taka regularność?

Jestem dobrym strzelcem i lepiej spisuję się na długich dystansach, więc nie jest to zaskoczeniem.

W tym sezonie na strzelnicy jesteś zabójczo skuteczna. 100% w pozycji leżącej i 92% w stojącej. Skąd taki postęp w porównaniu z ubiegłymi latami?

Minął dopiero pierwszy trymestr, więc sprawdzimy, co będzie na koniec sezonu.

Jakie masz plany na nadchodzącą część sezonu? Co sprawi, że w marcu będziesz mogła wspominać ten sezon z uśmiechem?

Staram się być szczęśliwa tylko dlatego, że żyję i mogę robić to, co kocham. Wojna daje mi do zrozumienia, że szczęście jest rzeczą łatwą, ale zawsze chcemy osiągnąć za dużo i zapominamy, że życie jest fascynujące!

„Kocham moją pracę, biathlon czyni mnie wolną”. To twoje słowa. Zawsze chciałaś być biathlonistką?

Tak, urodziłam się jako biathlonistka.

Napisałaś na Instagramie, że lubisz robić listy. Co jest na twojej liście „do zrobienia w 2023”?

To nie lista, to plan. Uczyć się każdego dnia, trenować ciężej i być szczęśliwą.

Co sprawia, że jesteś szczęśliwa? Oczywiście wyłączając biathlon.

Moja rodzina, podróżowanie, czytanie.

Wyssałaś biathlon z mlekiem matki?

Mówię poważnie, moi rodzice są trenerami. Nigdy nie uważałem się za innego.

Widzisz się w tej samej roli, co rodzice w przyszłości?

Nie, mam nadzieję, że dostanę więcej pracy administracyjnej.

Fot. Wikimedia/Marcus Cyron (CC BY-SA 4.0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.