Po siedmiu latach startów w zawodach Pucharu Świata, wreszcie nadszedł ten dzień. Anna Magnusson po raz pierwszy w swojej karierze stanęła na podium. I to od razu na najwyższym stopniu. Szwedka przyznaje, że ta sytuacja ją nieco zaskoczyła.

Pierwszy indywidualny sukces

Anna Magnusson przez kilka lat była ważnym ogniwem szwedzkiej sztafety. Wraz z Moną Brorsson, Linn Persson i Hanną Oeberg zdobyła srebrny medal w sztafecie podczas Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu w 2018 roku, zaś rok później dołożyła srebro Mistrzostw Świata w Oestersund w tej samej konkurencji.

Jednak indywidualnie Magnusson nigdy nie zaliczała się do czołówki biathlonowego Pucharu Świata. Na przestrzeni ostatnich sezonów zajmowała miejsce dopiero w siódmej dziesiątce klasyfikacji generalnej. Zeszłą kampanię skończyła na 33. pozycji.

Historyczny piątek

Piątkowy sprint w Annecy – Le Grand-Bornand jest dla 27-latki wyjątkowy. Anna Magnusson nie była stawiana w roli faworytki do zwycięstwa, jednak bezbłędne strzelanie i świetny bieg, doprowadziły ją do pierwszego w karierze podium, i to od razu najwyższego, w zawodach Pucharu Świata.

– Jestem nieco zszokowana. Nie spodziewałam się tego, ale czuję się niesamowicie i super, super-cudownie. Starałam się dać z siebie wszystko w trakcie ostatniej pętli. Nie byłam pewna, co się dzieje… Ostatnia pętla była naprawdę trudna. Johannes, nasz trener, był naprawdę szalony na pierwszym podjeździe. Po prostu próbowałam sobie przypomnieć, gdzie powinnam naciskać, przyspieszyć nie na wzgórzu, ale tam, gdzie mogę uzyskać prędkość. Byłam w małym szoku, gdy wciąż miałam kilka sekund przewagi nad Denise. Ale mieliśmy dziś niesamowite narty. Byłam w świetnej dyspozycji i mocno skupiłam się na strzelaniu – mówiła po zawodach zwyciężczyni.

Źródło: biathlonworld.com
Fot. © Manzoni/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.