Kto by się spodziewał, że wypuszczenie na rynek autobiografii braci Boe przyniesie tyle niesamowitych historii. O książce jest już głośno z wielu powodów, o których pisaliśmy wcześniej na łamach naszego portalu. Dziś jednak przyjrzymy się historii, która spotkała samego legendarnego Ole Einara Bjoerndalena.


„Brødrekraften” to tytuł, który w biathlonowym świecie zdaje się być odmieniany przez wszystkie przypadki. Od czasu premiery książki zdążyliśmy bowiem dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Jedne z nich były totalnie niezamierzone, inne podsyciły tylko spory z minionych sezonów.

Do tej pierwszej grupy z pewnością możemy zaliczyć aferę dotyczącą pomylenia rosyjskich zawodników: Serigieja i Jewgienija Ustiugowów. Do drugiej zaś wrzucimy chociażby to, co bracia napisali na temat Aleksandra Łoginowa. W książce nazywają go oszustem. Po tych dwóch faktach chyba łatwo domyślić się, że panowie Boe nie są w Rosji darzeni sympatią.

Kuriozalny błąd w książce braci Boe. O doping został oskarżony nie ten Ustiugow

Ale do brzegu. Aby nie posądzać braci Boe o atakowanie wyłącznie obozów rywali, przybliżymy dziś historię dotyczącą norweskiej ekipy. Jej głównym bohaterem będzie zaś Ole Einar Bjoerndalen.

Cała sytuacja miała miejsce w 2014 roku. Tuż po igrzyskach olimpijskich w Soczi, na których biathlonista wszech czasów zdobył siódmy i ósmy złoty medal w karierze, norweska kadra kontynuowała występy w ramach Pucharu Świata w Pokljuce. Przed dniem wolnym młodzi Norwegowie – Emil Hegle Svendsen, Tarjei Boe oraz Johannes Thingnes Boe imprezowali na mieście. Po powrocie wpadli jednak na zaskakujący pomysł, który w ich odczuciu był świetnym materiałem na dowcip.

„Brødrekraften” czyli braterstwo. Bracia Boe wydali książkę

Norwegowie zdecydowali się na spuszczenie powietrza z opon samochodów ekip austriackich i szwedzkich. Na tym jednak dowcipnisie nie poprzestali i zabrali się również za auto legendy – Bjoerndalena. Narzędziem zbrodni okazały się karty bankomatowe.

Dziwnym trafem i zupełnie niespodziewanie cała sytuacja nie rozbawiła Ole Einara Bjoerndalena. Norweg miał tego dnia jechać na umówiony wywiad, więc łatwo się domyślić, jak dowcip kolegów wyprowadził go z równowagi. Gdy Ole poprosił obsługę hotelu o zapis monitoringu, trzej dowcipnisie nie kryli się dłużej i przyznali się do zniszczenia kół w pojeździe reprezentacyjnego kolegi. Całą sytuacja nie zakończyła się przyjemnie. Norweski związek postanowił ukarać zawodników grzywną w wysokości 100 tysięcy koron, czyli 10 tysięcy euro.

Jaka widać dowcipy dzielą się na te dobre i kosztowne. Choć bracia Boe śmieją się dziś w swej książce z całej tej sytuacji, to na pewno była ona dla nich ważną lekcją.

Źródło: sportnews.bz, ski-nordique.net
Fot. Wikimedia/Christian Bier

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.