Johannes Thingnes i Tarjei Boe jako pierwsi bracia w historii Zimowych Igrzysk Olimpijskich stanęli na podium indywidualnych zawodów. Dla pierwszego było to pierwsze olimpijskie złoto w sprincie, dla drugiego – pierwszy olimpijski medal w konkurencji indywidualnej. Nic więc dziwnego, że bracia nie kryli emocji i nie szczędzili sobie komplementów.

To była jedyna rzecz, której mi brakowało

Tarjei Boe był bardzo szczęśliwy z osiągnięcia, za którym gonił całą swoją karierę. Dopiero na ostatnich igrzyskach udało się dokonać tego, czego brakowało mu w bogatym dorobku. Brązowy medal w sobotnim sprincie jest bowiem jego pierwszym olimpijskim krążkiem wywalczonym indywidualnie. Nic więc dziwnego, że Norweg wypowiadał się bardzo emocjonalnie.

Zmieniłbym wszystko w swoim życiu dla tej chwili. To była jedyna rzecz, której mi brakowało. Tak ciężko na to pracowałem, nie tylko w tym roku, ale przez ostatnie cztery lata musiałem przygotować się jak najlepiej i mieć nadzieję na trochę szczęścia. Po biegu na 20 km zastanawiałem się, czy na mojej olimpijskiej karierze ciąży jakaś klątwa. Dlaczego nigdy nie mam szczęścia? Dzisiaj miałem szczęście, 1,5 sekundy. Nie rezygnuję, po prostu kontynuuję. To moja siła. Była szansa, że nigdy mi się to nie uda, ale teraz mam medal.

Jestem bardziej dumny z niego niż z siebie

Od pochwal nie stronił także Johannes Thingnes Boe. Młodszy brat doskonale wiedział, ile ten medal znaczy dla Tarjei.

Jestem bardzo dumny, bardziej z niego niż z siebie samego. To dzięki niemu zacząłem uprawiać ten sport. To dzięki niemu siedzę tu na pierwszym miejscu. Bycie młodszym bratem, który osiągnął taki rezultat jest tylko dobrym uczuciem, gdy on osiąga te same rzeczy. Wiem, że walczył o ten medal tak wiele lat. Ten brązowy medal jest dla niego jak złoty. Dlatego jestem tak szczęśliwy. To jego ostatnie igrzyska. Przed dzisiejszym startem zostały mu tylko 3 zawody. Wiem, że czuł presję, ale chciał tego i pokazał, że jest silną mentalnie osobą, która zdobywa medal w decydującym podejściu.

Johannes nawiązał też do czasów, gdy dorastali i wspólnie zaczynali uprawiać ten sport.

Był wrzodem na dupie zanim wyprowadził się w wieku 16 lat. Wtedy widywaliśmy się mniej i byliśmy przyjaciółmi gdy się spotkaliśmy. To dlatego mogę się tu tak ostro ścigać, ponieważ w pierwszych latach  było z nim dużo walki. Biathlon jest łatwy w porównaniu do wszystkich zawodów, które z nim miałem.

Musiałem wygrać najwięcej jak się da zanim on dorośnie

Tarjei Boe przyznał też, że już dawno widział potencjał drzemiący w Johannesie.  Dziś wspólnie napisali piękny rozdział w swojej historii.

Widziałem to dość wcześnie, 10 lat temu lub wcześniej, że pod pewnymi względami może być nie do pokonania. Dlatego moim celem było wygrać najwięcej jak to możliwe zanim Johannes dorósł i udało mi się… Teraz jest zdecydowanie najlepszym sportowcem na świecie. Na tej wysokości i na tym torze jest jak rękawiczka dopasowana do dłoni. Jest tu bardzo silny. To nie ostatni medal, jaki zdobędzie. [Dzisiejsze zawody] to dobry obraz naszej kariery. Robiliśmy to już wcześniej, ale nie tak wiele razy… Uczył się ode mnie. On jest gwiazdą i zdobywcą złotego medalu. Ja jestem fighterem. Razem tworzymy silny zespół. To, że udało nam się to zrobić na największej scenie to dla nas kawał historii.

Źródło: biathlonworld.com
Fot. © Manzoni/IBU

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.