O powodach, dla których napisała książkę, perspektywach niemieckiej kadry kobiet oraz podejściu do życia. Jako jedyni w Polsce rozmawialiśmy z aktualną mistrzynią olimpijską w biegu indywidualnym na 15 kilometrów Denise Herrmann.

Cezary Bronszkowski: Gratuluję! Ślub, teraz wydanie książki. Nie traci Pani czasu i intensywnie działa w przerwie międzysezonowej. Do pierwszych zawodów zostało trochę ponad 40 dni. Czym jeszcze zaskoczy Pani kibiców biathlonu?

Denise Herrmann-Wick: Cóż, myślę, że musisz uzbroić się w cierpliwość a zobaczysz! <śmiech>. Nie, poważnie, bardzo dziękuję za gratulacje. Do tej pory miałam niesamowity rok i nie mogę się doczekać, co będzie dalej.

Co skłoniło Panią do napisania książki o swojej karierze? Wszak przed Panią jeszcze kilka lat rywalizowania na najwyższym poziomie.

Dostałam telefon od mojego agenta Tobiasa Angerera i powiedział mi, że Edelbooks [wydawnictwo – przyp. red.] poprosił o wspólne napisanie książki. Motywem przewodnim jest oczywiście moja pasja do narciarstwa biegowego i biathlonu. Przed dołączeniem do projektu najważniejszy był dla mnie fakt, że wydawnictwo chciało zwrócić uwagę na to, że nigdy nie bałam się próbować nowych rzeczy, nawet będąc na wysokim poziomie. Dla mnie najważniejsze jest to, że zawsze powinieneś mieć odwagę spróbować czegoś nowego – nawet ryzykując porażkę. W końcu zawsze będziesz zwycięzcą, ponieważ zdobywasz doświadczenie i wszystko to, czego potrzebujesz, aby zostać mistrzem. Porażka, uczenie się, doskonalenie to proces, którego potrzebujesz, aby wspiąć się po drabinie sukcesu – w sporcie i w życiu!

Nie wiem, czy i kiedy, Pani książka zostanie wydana w Polsce. Być może fani biathlonu nad Wisłą nigdy nie poznają jej zawartości w języku polskim. Czy może nam Pani „narobić apetytu” i zdradzić historię, o której najmilej się Pani pisało?

Ponieważ odpowiadałam na pytania przed książką, w głównej mierze dotyczy mojego życia jako narciarz biegowy i biathlonistka, ale napisałam też o tym, jak dorosłam, doświadczyłam bycia aktywną dziewczyną i zaczęłam podejmować decyzje na własną rękę. To była podróż pełna wzlotów i upadków. Zwłaszcza niektóre z najgorszych rzeczy, które mi się przytrafiły, pomogły mi stać się osobą, którą jestem dzisiaj. Moja książka: Zielsicher – Mein Langer Lauf an die Biathlon Spitze (po polsku: „Zdecydowana – moja długa droga na biathlonowy szczyt”) jest zaproszeniem dla każdego czytelnika, aby poznał mnie jako osobę, którą jestem, jak myślę, czuję i żyję. Myślę, że to wystarczy, aby cię podekscytować, mam rację? <śmiech>.

Czytaj także: Denise Herrmann wydała książkę! „Czasami w życiu potrzeba odwagi, aby podążać nowymi ścieżkami”

Z biegami narciarskimi żegnała się Pani jako 90. zawodniczka klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Z kolei pierwszy sezon w biathlonie to 49. pozycja. Co się stało w tamtym momencie, że dziś rozmawiam z mistrzynią olimpijską w biegu indywidualnym?

W rzeczywistości: nic specjalnego. Zawsze w siebie wierzyłam i ufałam podjętym decyzjom. Zaczynając w nowym sporcie czułam się jak debiutant (to znaczy miałam być szczera) i czułam tyle podekscytowania i radości z tego, że zawsze byłam głodna po więcej. Dążę do perfekcji – ale ostatecznie było odwrotnie, co pomogło mi zdobyć złoty medal na igrzyskach olimpijskich. Zaakceptowanie niedoskonałości i przyjęcie rzeczy takimi, jakie są, były kluczem do zrobienia ostatniego kroku.

Skoro już rozmawiamy o igrzyskach. Pozostałe Pani występy indywidualne nie były już tak dobre. Zastanawia się Pani czasem nad tym, co mogła zrobić lepiej w tamtym momencie?

Szczerze mówiąc nie myślę o tym, co mogłoby się wydarzyć. W dniu, w którym zdobyłam złoto, każdy szczegół ułożył się tak, jak powinien – w pozostałe dni niektóre elementy po prostu nie funkcjonowały dobrze.

W tym roku MŚ odbędą się w Oberhofie. Start przed własna publicznością to dodatkowa motywacja czy stres?

To ogromna motywacja. Po letnich Mistrzostwach Świata w Ruhpolding są to drugie mistrzostwa przed własną publicznością i jestem bardzo podekscytowana. Naprawdę nie mogę się doczekać, gdy Oberhof będzie się cieszył wielką imprezą biathlonową i zostanie wypełniony pozytywnymi wibracjami!

Nie da się ukryć, ze w niemieckiej kadrze obserwujemy wymianę pokoleniowa. Pani stała się liderką kadry, a dobre wejście w rywalizację seniorek zaliczyła chociażby Vanessa Voigt. Jak współpracuje się Pani z młodszymi koleżankami?

Życie polega na zmianach, więc to nic nowego. Komunikuję się dość otwarcie, jak i dlaczego podjąłem różne decyzje. Mamy świetny zespół. Dziewczyny mogą zadać mi dowolne pytanie, a ja odpowiem im na jednym tchu. W końcu to do nich należy zapytać i wykorzystać wiedzę!

Parę lat temu Niemki absolutnie dominowały w kobiecym biathlonie. Czy wśród zawodniczek w wieku juniorskim dostrzega pani talenty na miarę Kati Wilhelm, Andrei Henkel czy Magdaleny Neuner i szanse na ponowną dominację?

W ostatnich latach biathlon bardzo się zmienił. Wszystkie zespoły mają duże doświadczenie. Najlepsi sportowcy są obecnie w podobnej, wysokiej formie. Kilka lat temu tylko garstka była regularnie na podium. W dzisiejszych czasach o zwycięstwo walczy o wiele więcej sportowców. Mamy dobre młode dziewczyny w Niemczech, ale oczywiście muszą one wypełniać zadania. Zobaczymy, jak sprawują się w kolejnych latach! Na pewno będę miała na nie oko.

Wielu zawodników przyznaje, że chce trafić z formą w Mistrzostwa Świata i tam zajmować najwyższe miejsca. Pani również zalicza się do tego grona?

Oczywiście, chcę pokazać się z jak najlepszej strony.

Miała Pani okazje rywalizować pod egidą dwóch narciarskich federacji (FIS i IBU). Jakie dostrzega Pani podobieństwa, a jakie różnice w ich funkcjonowaniu?

Zarówno FIS, jak i IBU są dla mnie dużymi rodzinami sportowymi i zyskałam kilku naprawdę dobrych przyjaciół, więc nie chcę przegapić niczego, czego doświadczyłam.

Fot. © Manzoni/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.