Dorothea Wierer w Oestersund po raz 15. w karierze stanęła na najwyższym stopniu podium zawodów Pucharu Świata. Włoska biathlonistka była nie tylko bezbłędna na strzelnicy, ale i niezwykle szybka.

Włoski humor

32-latka swój debiut zaliczyła w styczniu 2009 roku, jednak na pierwsze podium czekała do marca 2014 roku. Ponad półtora roku później Włoszka wygrała po raz pierwszy. Miało to miejsce w Oestersund, w biegu indywidualnym. Po ponad siedmiu latach historia zatoczyła koło i Wierer ponownie była najlepsza w biegu długim w Szwecji.

– Obudziłam się rano i czułam się bardzo źle. Ale zawsze tak jest: kiedy czuję się źle, to jest dobrze, a kiedy czuję się dobrze, jest źle. Więc sama już nie wiem – przyznała z typowym dla siebie ironicznym humorem.

Strzelanie na medal

Kluczem do czwartkowego zwycięstwa była postawa na strzelnicy. Wierer spisała się na niej perfekcyjnie. 20 celnych strzałów na 20 wystrzelonych naboi musiało dać jej bardzo wysokie miejsce. Zwłaszcza, że każdy niecelny strzał rywalek oznaczał dodatkową minutę do ich czasu biegu.

– Byłam naprawdę szczęśliwa, że udało mi się być dziś bezbłedną. Obecnie nie czuję się zbyt pewnie na strzelnicy. Bardzo się cieszę, że się udało. Bardzo się bałam drugiego strzelania, bo było naprawdę blisko pudła. Prawie spudłowałam, ale ostatecznie wszystkie cele zostały strącone. To były cztery dobre strzelania – mówiła biathlonistka.

Najlepszy bieg

W walce o zwycięstwo do końca liczyły się tylko dwie Włoszki. Po piętach Wierer deptała Lisa Vittozzi, która przed ostatnim okrążeniem traciła niespełna 7 sekund do starszej koleżanki z reprezentacji. Jednak to Wierer włączyła szósty bieg. Czas jej ostatniej pętli był najlepszy spośród całej stawki. 32-latka wyprzedziła również takie sprinterki jak Denise Hermann-Wick czy Anamariję Lampić.

– Łał. nie wiem, jak to możliwe. Chyba mój serwsismen przygotował naprawdę szybkie narty. Dziękuję. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło. Nie wiem, co się dzisiaj stało – cieszyła się zaskoczona.

Biathlonistka przyznała, że ciężko jej było na bieżąco oceniać swoje tempo, bo nie miała się z kim ścigać. Wierer rozpoczynała zawody z numerem 7, a jej najgroźniejsze rywalki startowały po niej.

– Po prostu skupiłam się na swojej technice i swoim biegu, aż osiągnęłam optymalną prędkość – dodała.

Źródło: biathlonworld.com
Fot. Bartosz Wlazlak/Shutterstock.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *