Dwóch przyjaciół, którzy kochają biathlon – tak o sobie piszą twórcy podcastu „Extrarunde”. Z Ronem i Hendrikiem porozmawialiśmy o minionym sezonie, poświęcając uwagę przede wszystkim reprezentacji Niemiec.

Cezary Bronszkowski: Jak oceniacie sezon w wykonaniu niemieckiej reprezentacji? Panie spisały się chyba lepiej od panów?

Hendrik: Oczywiste jest, że kilka potencjalnych sukcesów nie zostało w tym sezonie osiągniętych. Ale ogólnie rzecz biorąc, niemiecka reprezentacja spisała się solidnie. W drużynie kobiet najlepsza była Denise Herrmann-Wick, która oprócz zwycięstw w Pucharze Świata dołożyła również medale w Oberhofie. Inne kobiety przeżywały wspaniałe chwile na poziomie osobistym. Oto jeden przykład: Hanna Kebinger awansowała z Pucharu Niemiec do Pucharu IBU i do Pucharu Świata oraz zajęła 4. miejsce w biegu masowym w Oslo. Niestety, to nie wystarczyło na pierwsze miejsce w sztafecie kobiet.

Wśród mężczyzn Benedikt Doll odnosił zwycięstwa poza Mistrzostwami Świata w Oberhofie. Ale było też kilka miejsc na podium innych biathlonistów. Nawet jeśli to nie wystarczyło na pierwsze miejsce, udało się osiągnąć wiele rekordów życiowych. Największą krytyką pod adresem mężczyzn jest brak medalu w Oberhofie.

Ron: W okresie przygotowawczym sezon przebiegł zgodnie z oczekiwaniami. Niemcy nie są już wielkimi faworytami do zwycięstwa, ale w pewnych momentach mogą pokazać się z dobrej strony. Zwłaszcza Denise Herrmann-Wick i Benedikt Doll to ci, po których można było spodziewać się zwycięstwa lub miejsca na podium.

Wśród kobiet bardzo podobać się mogły występy Hanny Kebinger czy Sophii Schneider. Franziska Preuss i Vanessa Voigt wyraźnie nie nadążały za swoimi możliwościami, ale w całej czwórce wciąż tkwi duży potencjał na przyszłość – zwłaszcza biorąc pod uwagę ich wiek.

W wyścigu mężczyzn miejsce na podium jest teraz możliwe także dzięki Romanowi Reesowi. Ponadto wyniki biegowe Philippa Nawratha pod koniec sezonu znów były dobre, więc jego pierwsze podium powinno być tylko kwestią czasu. Sportowcy tacy jak David Zobel czy Justus Strelow wciąż są w wieku, w którym skok wydajności może być możliwy w ciągu najbliższych 1-2 lat.

Podsumowując, ta zima pokazała, że w obu zespołach drzemie potencjał. Szkoda tylko, że często zdarzały się niespodzianki w sztafetach – zwłaszcza wśród kobiet – ale to nigdy nie wystarczyło do zwycięstwa Niemek. I że mężczyznom zabrakło miejsca na podium tylko raz w sztafecie mistrzostw świata w tym sezonie. Ale ostatecznie mężczyźni byli lepszą drużyną pod względem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, zwłaszcza jeśli wykluczy się z tego Dolla i Herrmann-Wick.

A co z Seliną Grotian? W Polsce już zdążono ją ochrzcić jako nową Neuner. Jaka jest wasza opinia na temat tej młodej i zdolnej zawodniczki?

Hendrik: Selina Grotian to prawdopodobnie nowy talent stulecia w niemieckim biathlonie. W wieku 18 lat jest już na wysokim poziomie biegowym, co udowodniła w kategorii seniorek w Pucharze IBU. Ma przed sobą wielką przyszłość.

Ron: Oczywiście Selina wygląda niezwykle obiecująco na przyszłość. Jej wyniki biegowe w tym wieku są wspaniałe i dlatego już mocno przypomina Magdalenę Neuner. Ale myślę, że jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, aby spekulować na ten temat, zanim regularnie postawi stopę w Pucharze Świata.

Nigdy nie wiadomo, jak rozwinie się młody sportowiec. W Niemczech presja i oczekiwania z zewnątrz idą w parze z sukcesami. Więc trzeba być też przygotowanym mentalnie. Jednak póki co sprawia wrażenie, że dobrze sobie z tym radzi. Poczekajmy i zobaczmy!

Kiedyś to były czasy. Niemcy i Niemki dominowały. Teraz wydaje się, że jest pewien zastój. Z jakimi problemami zmaga się niemiecki biathlon?

Hendrik: Problem młodzieży w niemieckim biathlonie jest często większy niż jest w rzeczywistości. Na Mistrzostwach Świata młodzików i juniorów 2023 reprezentacja Niemiec zdobyła 9 złotych medali. Szczególnie w kobiecej drużynie oprócz Seliny Grotian jest jeszcze jedna lub dwie pretendentki. Ale także z mężczyznami sprawa nie wygląda źle. Dużym problemem będzie przeniesienie tych występów do kategorii seniorów. Nie ma więc pewności, czy nowa generacja będzie w stanie kontynuować sukcesy z przeszłości.

Ron: Przyszłość kobiet w Niemczech rysuje się całkiem dobrze. Selina Grotian, Johanna Puff, Selina Kastl czy Julia Tannheimer i Julia Kink dają nadzieję. Na pewno jeszcze kilka dojdzie. Z drugiej strony masz rację, co do mężczyzn. Benjamin Menz jest obecnie jedynym, który pójdzie w ich ślady.

Problem jest z pewnością złożony. Z jednej strony odzwierciedla zmiany zachodzące w społeczeństwie. Mniej dzieci uprawia sport, a droga do zostania zawodowcem jest długa i trudna. Biorąc pod uwagę wybór opcji życiowych, mniej prawdopodobne jest, że wybiorą trudną drogę i zostaną biathlonistami. Z drugiej strony każdy naród doświadcza wzlotów i upadków w efekcie fali. Po Raphaelu Poiree Francuzi również mieli dłuższy okres posuchy, aż na scenę wkroczył Martin Fourcade. A Norwegom nie dano dojść do słowa we własnym kraju na domowych Mistrzostwach Świata w 2016 roku, bo 42-letni Bjoerndalen wciąż musiał zdobyć medale. Dziś już nikt o tym nie mówi.

Wreszcie, biathlon staje się coraz bardziej konkurencyjny, a coraz więcej mniejszych krajów rodzi silnych sportowców.

Doll wciąż ciągnie kadrę, a co z resztą? Kibice w Niemczech oczekują wielkich sukcesów czy podchodzą do tego tematu na spokojnie?

Hendrik: Ze względu na wcześniejsze pokolenie (Neuner, Dahlmeier, Schempp, Peiffer itp.) oczekiwania na sukces są zakorzenione w umysłach niemieckich fanów. Tymczasem obniżają je w poszczególnych wyścigach. W męskiej sztafecie oczekiwania są duże. Oprócz Dolla na szczycie, od zeszłej zimy jest kilku kandydatów, którzy mogą stanąć na podium. Na przykład: Johannes Kuhn (ma na swoim koncie już jedno zwycięstwo w Pucharze Świata), Roman Rees i David Zobel.

Ron: Oczywiście wszyscy myślą o złotych czasach. Gwiazdy lat 90., 2000 i 2010 uczyniły z biathlonu obok piłki nożnej odnoszący największe sukcesy sport telewizyjny w Niemczech. Więc wszyscy wciąż ich pamiętają (niektórzy z nich są nadal ekspertami telewizyjnymi). Dlatego w mediach społecznościowych pojawia się wiele nienawistnych komentarzy, gdy sprawy nie idą tak dobrze lub sportowiec nie jest jednym z najsilniejszych biathlonistów. Ale wtedy większość z nich jest wnikliwa, rozumie sytuację i cieszy się z sukcesu zespołu. Tym samym zaskakujące zwycięstwo Benedikta Dolla jest postrzegane jako znacznie bardziej wyjątkowo niż oczekiwane 19. zwycięstwo Johannesa Thingesa Boe.

Ale jak już wspomniano wcześniej, można spodziewać się miejsc na podium od Franziski Preuss, Hanny Kebinger, Sophii Schneider, Vanessy Voigt, a także Romana Reesa, Johannesa Kuhna i Philippa Nawratha. David Zobel już wcześniej stawał na podium.

Mistrzostwa Świata w Oberhofie były w Niemczech świętem. Jak waszym zdaniem wypadli organizatorzy tej imprezy?

Hendrik: Ponieważ sam tam nie byłem, mogę odnieść się tylko do oceny naszych gości z wywiadu. Wszyscy nasi dotychczasowi goście byli tego samego zdania. Pod względem organizacyjnym Mistrzostwa Świata w Oberhofie zakończyły się pełnym sukcesem.

Ron: Jak mówi Hendrik, nie było nas na miejscu. Ale większość sportowców, trenerów lub personelu pomocniczego powiedziała nam, że atmosfera była naprawdę wyjątkowa. Szczególnie dla niemieckich biathlonistów. Poza tym pogoda była w większości całkiem dobra, spodziewana mgła – z pewnymi wyjątkami – wyraźnie się powstrzymała, a tory były dobrze przygotowane pomimo okoliczności. Czego jeszcze można chcieć?

Czy po 12. miejscu na inaugurację w Kontiolahti wierzyliście, że Johannes Boe zmiażdży resztę konkurencji?

Hendrik: Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się aż tak wielkiej dominacji po 12. miejscu Johannesa na początku sezonu. Jednak sprint i pościg w Kontiolahti wprawiły mnie w nastrój na mocny sezon w wykonaniu Norwega.

Ron: Tak. Oczywiście nie spodziewałem się od razu nowego rekordowego sezonu, ale już w naszym odcinku podcastu przed rozpoczęciem sezonu zakładałem, że to on sam zadecyduje o łącznej punktacji na samym jego początku. Wszyscy wiemy jaki ma potencjał, a sam siebie może pokonać tylko na strzelnicy. Nawet na 12. miejscu był już lepszy od wszystkich na torze. Przy 90% skuteczności w poszczególnych wyścigach i jego umiejętnościach narciarskich było więc jasne, że reszta nie ma szans. Co więcej, był w naszym podcaście w październiku i prezentował się bardzo pewnie i ofensywnie. Dalej, przed rozpoczęciem sezonu pojawiły się doniesienia od jego kolegów z drużyny, którzy nigdy nie widzieli go tak silnego w tamtym czasie. Więc tak, można było się spodziewać, że podąży w tym kierunku.

Wśród kobiet próżno szukać takiej dominatorki. Chyba zgodzimy się, że w tym sezonie męski biathlon był dość nudny. <śmiech>

Hendrik:Zdecydowanie! W przypadku mężczyzn jedynym pytaniem było, kto zajmie drugie lub trzecie miejsce. Mistrzostwa Świata kobiet były niezwykle ekscytujące i ogólnie przyjemniejsze do oglądania niż mistrzostwa świata w wykonaniu mężczyzn.

Ron: Nawet jeśli Johannes Boe jest ostatecznie zwycięzcą, wyścigi mężczyzn nie są dla mnie nudne. Po prostu lubię patrzeć na jego zachowanie na torze czy po ostatnim strzale na strzelnicy czy nawet, gdy kłania się królowi na Holmenkollen. W przeszłości częściej tracił też zwycięstwa w trakcie ostatniego strzelania, mimo dużej przewagi nad resztą (np. MŚ w 2019, IO 2022). W biathlonie nigdy nic nie wiadomo!

Ale jasne, wyścigi kobiet były za każdym razem punktem kulminacyjnym. Zwłaszcza walki na ostatnim okrążeniu dają ogromną frajdę z oglądania. Ostatecznie jednak wynik klasyfikacji generalnej został ustalony stosunkowo wcześnie lub można było się tego spodziewać. Więc i tutaj jest jeszcze miejsce na poprawę <śmiech>.

Fot. Instagram.com/extrarunde

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *