Johannes Thingnes Boe to prawdziwa maszyna do wygrywania. Jednak Norweg wie, że nie odniósłby tylu sukcesów, gdyby nie 60-letni Gianluca Marcolini, który jest odpowiedzialny za narty lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Włoska robota w Norwegii

Biathlon to prosty sport – jedziesz na nartach, strzelasz do celów w tarczy i wygrywasz. Gdy ogląda się to, co wyczynia Johannes Thingnes Boe można odnieść mylne wrażenie, że nie sztuką jest uprawiać biathlon. Jednak to tylko pozory, o czym mówi sam zainteresowany w rozmowie z włoskim portalem fondoitalia.it. 17-krotny mistrz świata wie, że wiele zawdzięcza swojemu serwismenowi, który dba o jego narty.

– On [Gianluca Marcolini – przyp. red.] ma fundamentalne znaczenie dla mojego sukcesu, ponieważ narty są ważne w naszym sporcie i bardzo ważne jest, aby dobrze je przygotować. Wykonywał tę pracę prawie przez całe życie, ma tak dużą wiedzę, nauczył się wielu rzeczy w różnych krajach, jest naprawdę miłą osobą i robi tak wiele, aby pomóc mi i Tarjei. On jest naprawdę ważny – powiedziała norweska supergwiazda.

Lata doświadczeń

Gianluca Marcolini to człowiek z olbrzymim doświadczeniem. Na początku lat 90. XX wieku pracował jako trener we Włoszech. Pod jego skrzydłami, jako serwismena, sukcesy odnosili m.in. Petra Majdić, Dario Cologna oraz Olga Zajcewa. Od sezonu 2014/2015 jest związany z norweskim biathlonem.

– To wielka odpowiedzialność i zaszczyt. Jest sportowcem bardzo twardo stąpającym po ziemi. Szczerym i uczciwym, kiedy udziela informacji zwrotnych. Ten ostatni aspekt ma fundamentalne znaczenie, ponieważ bardzo mi pomaga w mojej pracy. Zawsze jest w stanie dokładnie wyjaśnić, co jest nie tak – mówi o współpracy z Johannesem Boe Włoch.

Mimo 60 lat na karku Marcolini nie myśli jeszcze o emeryturze. Póki co stawia sobie za cel Zimowe Igrzyska Olimpijskie w ojczyźnie.

– Dopóki robię to z pasją, nie widzę powodu, aby nie kontynuować – stwierdza.

Źródło: fondoitalia.it
Fot. © Thibaut/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.