Kto jest najlepszym biathlonistą w historii? Na to pytanie, ilu ekspertów i kibiców, tyle odpowiedzi. Jednak zdaniem Wolfganga Pichlera odpowiedź jest oczywista. To Johannes Thingnes Boe.

Johannes Boe – najlepszy w historii

Wolfgang Pichler to legendarny niemiecki trener biathlonu. Pod swoimi skrzydłami miał m.in. żeńską i męską kadrę Szwecji. To pod jego skrzydłami Anna-Carin Olofsson wywalczyła złoto na igrzyskach w Turynie w 2006 roku. W latach 2015-2019 ponownie objął stery trenerskie w kadrze „Trzech Koron” i pracował na sukcesy medalowe Sebastiana Samuelssona i Hanny Oeberg.

Wywołany do tablicy przez szwedzką telewizję SVT Sport, Pichler przyznał, że to właśnie Johannes Thingnes Boe jest najlepszym biathlonistą w historii. Norweg, tylko w tym sezonie, wygrał 19 z 22 odbywających się konkurencji, w tym cztery na Mistrzostwach Świata w Oberhofie.

– Jest lepszy niż Ole Einar Bjoerndalen i Martin Fourcade. Nigdy nie widziałem kogoś takiego jak on. On jest najlepszy w historii. Wygrał prawie wszystkie wyścigi w tym roku – rozpływa się nad liderem klasyfikacji generalnej Wolfgang Pichler.

W tej edycji Pucharu Świata, Johannes Boe tylko raz kończył zawody poza pierwszą dziesiątką, a dwa razy nie wygrał (w obu przypadkach zajmował trzecie miejsce). Oznacza to, że w konkurencjach indywidualnych, aż 14 razy Norweg stawał na najwyższym stopniu podium. Tym samym wyrównał on rekord Magdaleny Forsberg.

– On go pobije. Dziś ma prawie dwie minuty przewagi w biegu nad drugim. To daje mu pewność w strzelaniu. Jeżeli wiesz, że wygrasz strzelając z jednym lub dwoma pudłami, strzelasz dużo bezpieczniej – dodaje niemiecki trener.

Norwegia psuje biathlon

Mimo swojego podziwu dla Johannesa Boe, Pichler uważa, że dominacja Norwegów jest niebezpieczna dla całego biathlonu. Przypomnijmy, że w Oberhofie w sprincie zajęli całe podium, zaś w biegu na dochodzenie i indywidualnym zgarnęli dwa złota i dwa srebra.

– Muszę powiedzieć, że jestem trochę rozczarowany, że Norwegia jest aż tak dobra. Zawsze mają 5-6 zawodników w pierwszej dziesiątce. To trochę niebezpieczne dla sportu – zaznacza. 

Dodaje przy tym, że piłeczka jest po stronie innych federacji i to na nich spoczywa „odpowiedzialność za zmniejszenie dominacji” Norwegów.

– To nie jest wina Norwegii. Nie ma tu winy innych państw. Potrzebujemy lepszych trenerów w kategoriach juniorskich, aby wychować więcej narciarzy. Teraz jest prawie jak w biegach narciarskich, gdzie w pierwszej dziesiątce jest ośmiu Norwegów – tłumaczy Wolfgang Pichler.

Źródło: svt.se
Fot. Wikimedia/Christian Bier (CC BY-SA 3.0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.