Zgodnie z oczekiwaniami Johannes Thingnes Boe wygrał niedzielny bieg pościgowy i został mistrzem świata po raz piętnasty w swojej karierze, ale po raz pierwszy w tej konkurencji.

Boe maszyna

Gdy wydaje się, że Johannes Boe nie może być lepszy, on ponownie zaskakuje. W niedzielę nie tylko wygrał, ale i oddał 20 celnych strzałów do tarczy. Wyczyn tym bardziej godny uwagi, ponieważ Norwegowi ta sztuka ostatni raz udała się 23 lutego 2020 roku. Wtedy zdobył złoty medal na Mistrzostwach Świata w Antholz w biegu ze startu wspólnego.

– Dziś flaga wiała do dołu, nie było problemów z wiatrem, nie było mgły. Mogłem wyjść na prowadzenie i czułem się dziś naprawdę dobrze na nartach. To jak dotąd mój najlepszy dzień na tych mistrzostwach. Wygląda na to, że zbliża się szczyt formy i strzelanie też było bezbłędne, co nie zdarza mi się zbyt często. Jestem bardzo dumny z dzisiejszego występu – powiedział na mecie Johannes Thingnes Boe.

Ostatni do kompletu

Pierwszy tytuł mistrza świata 29-latek wywalczył w 2015 roku w Kontiolahti. Od tamtego momentu dołączył do swojej kolekcji złota we wszystkich konkurencjach, z wyjątkiem biegu pościgowego. Boe trzy razy wywalczył srebro i raz brąz. Dopiero w niedzielę udało mu się zdobyć ostatni, brakujący element.

– Myślałem o tym przez wiele nocy. Teraz mam całą siódemkę. To spore osiągnięcie – dodał biathlonista.

Źródło: biathlonworld.com
Fot. © Manzoni/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.