Niedzielne zwycięstwo, które odniósł Johannes Thingnes Boe wydawało się dziecinnie proste, jednak Norweg zapewniał, że tak nie było. W wywiadzie po zawodach w Hochfilzen przyznał, że samotna jazda to wyzwanie.

Trudna samotność mistrza

Johannes Boe praktycznie przez cały wyścig pędził niezagrożony do mety. Jedyne, co mogło mu przeszkodzić w czwartym tryumfie indywidualnym z rzędu, była zbytnia pewność siebie oraz niedocenienie rywali. Żadna z tych rzeczy nie nastąpiła, choć zawodnik przyznaje, że nie było łatwo utrzymać skupienie i tempo bez oddechu rywali na plecach.

– Ściganie się samemu było dość trudne. Potem [po drugim strzelaniu – przyp. red.] było trochę bardziej stresująco. Czułem tempo Jacquelina i Sturli. Muszę przyznać, że strzelanie w stójce tak, jak wczoraj Vetle, z dużą przewagą, nie jest łatwe. Popracowałem jednak i jestem szczęśliwy – opowiadał Johannes Boe.

Boe też człowiek

Norweg wygrał bieg pościgowy w Hochfilzen mając niemal 50 sekund przewagi nad drugim na mecie biathlonistą. Jednak różnica pomiędzy nimi mogła być jeszcze większa. Na drugim strzelaniu młodszy z braci Boe popełnił niezamierzony błąd, który kosztował go dodatkowe 150 metrów biegu.

– Czułem się całkiem nieźle w pozycji leżącej. Po czwartym strzale przeładowałem i od razu pociągnąłem za spust, więc spudłowałem. Byłem tym zaskoczony. Gdybym strzelał na czysto, nadal miałbym przewagę, ale na szczęście powstrzymałem to [pudłowanie – przyp. red.] w pozycji stojącej i znów miałem minutę zapasu. Wtedy poczułem się pewnie – dodał.

Źródło: biathlonworld.com
Fot. © Vianney THIBAUT/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.