Julia Simon w pięknym stylu wygrała niedzielny bieg pościgowy. Francuzka awansowała z 10. na pierwsze miejsce i zdobyła złoty medal. Wypowiadając się dla mediów nie ukrywała swojej radości z tryumfu.

Francuska mrówka

Julia Simon pracowała w biegu na dochodzenie jak mrówka, zyskując pozycje co okrążenie. Przed ostatnim strzelaniem stało się jasne, że wygra ona lub Denise Herrmann-Wick. Obie biathlonistki wbiegły razem na strzelnicę i wzięły udział w wojnie nerwów.

– To było szalone, niewiarygodne, niesamowite. Byłam bardzo, bardzo skupiona. Tuż przed ostatnim strzelaniem trener powiedział mi na podjeździe, że jestem z Denise, a trzecia zawodniczka jest daleko w tyle. W swojej głowie pomyślałam: „To nie ma znaczenia. Chcę tylko wygrać, więc muszę zostać z Denise i patrzeć na to jak wieje”. Na ostatnim okrążeniu to było totalne szaleństwo. Nogi mi się trzęsły. „O mój Boże, to prawda. Muszę dobiec do mety”. Mnóstwo emocji w mojej głowie, to niewiarygodne – opisywała przebieg ostatnich minut Julia Simon.

Presja mediów

26-letnia biathlonistka z Sabaudii przez większość tego sezonu nie schodziła z podium, jednak przed Mistrzostwami Świata w Oberhofie coś się zacięło. Mimo to, wielu dziennikarzy wskazywało ją jako zawodniczkę, która stanie na podium.

– Naprawdę trudno było mi ścigać się z taką presją. Dziennikarze rozmawiali ze mną, mówiąc, że jestem jedną z faworytek. To było szalone, ponieważ zupełnie dla mnie nowe. Pobiec taki wyścig było czymś niesamowitym. Jestem szczęśliwa – dodała.

Źródło: biathlonworld.com
Fot. © Manzoni/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.