53. Mistrzostwa Świata w Biathlonie przeszły do historii. 12 kompletów medali znalazło swoich właścicieli wśród reprezentantów 6 różnych państw. Kto spełnił oczekiwania? Kto rozczarował, a kto zaskoczył kibiców i obserwatorów? Zapraszamy na nieco dłuższy niż zwykle, mistrzowski TOP i FLOP.

Król jest tylko jeden

Zacznijmy od Tego, który do Oberhofu jechał jak po swoje. Johannes Thingnes Boe, bo o nim mowa, miał być najjaśniejszą gwiazdą mistrzostw. Wszyscy zastanawiali się, czy udźwignie presję, poradzi sobie z warunkami atmosferycznymi i rywalami. A ten startował tak, jak gdyby nic sobie z tego nie robił.

Piękne słońce? Elegancko! Mgliste ponure popołudnie? Pa tera! Najdłuższy bieg w programie? Spróbuj mnie złapać!

5 złotych medali – trzy indywidualnie i dwa w mieszanych sztafetach. Do tego srebro w sztafecie i brąz w biegu ze startu wspólnego. Johannes Boe to niekwestionowany król Oberhofu. Swoją wielką klasę udowadniał nie raz, gdy błędy na strzelnicy musiał nadrabiać biegiem. Albo gdy od ostatniego szybkiego i bezbłędnego strzelania zależały losy złotego medalu pojedynczej sztafety mieszanej. Boe cieszył się biathlonem nie tylko gdy wygrywał, ale także wtedy, gdy znalazł się ktoś od niego lepszy. Władze miasta postanowiły uhonorować wyczyn Norwega i na ostatniej konferencji prasowej wręczyły mu osobliwy prezent.

Hanna wraca na szczyt

Jeśli w kontekście rywalizacji męskiej mówimy o Boeberhofie, to tytuł Oeberghof powinien trafić w ręce Hanny Oeberg. Kto by przypuszczał, że to właśnie Szwedka okaże się królową polowania na tegorocznym czempionacie. W tym sezonie Hanna stała na podium Pucharu Świata tylko raz. Na otwarcie sezonu w Kontiolahti biathlonstka okazała się najlepsza w biegu indywidualnym. Później nie było już tak dobrze, a najsłabsze wyniki przyszły na koniec roku w Annecy. Oeberg wróciła do rywalizacji w Ruhpolding i znów zaczęła meldować się w TOP 10. Jednak podium dalej było poza jej zasięgiem.

Teraz już wiemy, że szczyt formy szwedzkiej biathlonistki przypadł na mistrzostwa świata w Oberhofie. Medalowe żniwa zaczęła od srebra w sprincie. Później przyszedł mistrzowski tytuł w jej koronnej konkurencji – biegu indywidualnym. Wraz z koleżankami Hanna wywalczyła brąz w sztafecie, by na zakończenie mistrzostw znów wznieść ręce w geście triumfu na mecie biegu ze startu wspólnego.

Może i dorobek Oeberg nie jest tak imponujący jak Johannesa, ale i tak robi ogromne wrażenie. 2 złota, 1 srebrny i 1 brązowy medal to najlepszy dorobek medalowy wśród pań. Hanna Oeberg była więc bezapelacyjnie najlepszą zawodniczką tych mistrzostw.

Wielkie odrodzenie Samuelssona

Na każdej imprezie dochodzi do większej lub mniejszej liczby niespodzianek. W Oberhofie takich sytuacji było bez liku. Zawodnicy bili swoje rekordy życiowe, a niektórym udało się wywalczyć historyczny medal. Tak właśnie było w przypadku szwedzkich biathlonistów.

Obecny sezon w wykonaniu Sebastiana Samuelssona nie był najlepszy. Szwed ani razu nie znalazł się na podium zawodów indywidualnych, lądując za to często w naszym cotygodniowym notowaniu jako flop. Start mistrzostw także nie był najlepszy. Samuelsson mając problemy z karabinem, był zmuszony biec trzy karne rundy, czym zaprzepaścił szanse medalowe swojej drużyny.

Godny rywal dla Norwegów z akcją mistrzostw

Później było już jednak tylko lepiej. Brązowe medale w biegu pościgowym i indywidualnym zmazały nieudane dotąd występy Szweda. Wisienką na torcie okazał się z kolei bieg masowy, w którym Seba strzelał bezbłędnie i pewnie sięgnął po pierwszy w karierze tytuł Mistrza Świata.

Występ Samuelssona w biegu masowym śmiało można nazwać akcją mistrzostw. Mało kto, łącznie ze Szwedem, spodziewał się, że złoty krążek w konkurencji indywidualnej może trafić do kogoś innego niż Johannes Boe. Tymczasem Seba zrobił to w wielkim stylu, deklasując Norwega o prawie 40 sekund! Dlatego reprezentant Szwecji został przez naszą redakcję wybrany najlepszym biathlonistą mistrzostw spoza Norwegii.

Nie tylko Hanna – życiowe mistrzostwa Persson

Smak medalu mistrzostw świata poznała także Linn Persson. 28-letnia Szwedka wywiozła z Oberhofu dwa krążki. Linn była 3. w sprincie i 2. w biegu indywidualnym. W tym sezonie Pucharu Świata oglądaliśmy Szwedkę trzykrotnie na podium, jednak chyba mało kto się spodziewał, że wynik ten uda jej się powtórzyć na najważniejszej imprezie sezonu.

Jak rozpocząć nowe czterolecie? Prezentuje włoska kadra

W naszym kraju bardzo dużo mówi się o nowym otwarciu w biathlonie po igrzyskach olimpijskich. O budowaniu formy na kolejne igrzyska, które w 2026 roku odbędą się w Mediolanie i Cortina d’Ampezzo. Inne kraje także nie próżnują w tym temacie. I to właśnie Włosi, jak na gospodarzy przystało, pokazali, jak budować ekipę z myślą o imprezie docelowej. Zawodnicy podkreślali w wywiadach, jak bardzo zależy im na jak najlepszym starcie na igrzyskach na własnej ziemi.

I tę motywację było już widać na minionych mistrzostwach. Z Oberhofu wywieźli 4 medale, z czego 3 zdobyte w konkurencjach sztafetowych. Ukoronowaniem ich występu była bez wątpienia sztafeta kobiet. W trakcie całych zawodów Włoszki dobrały zaledwie dwa naboje i po raz pierwszy w historii sięgnęły po mistrzowski tytuł. Nie ma chyba lepszego motywatora do dalszej pracy niż odniesienie takiego sukcesu już na wczesnym etapie przygotowań. Włosi mogą aktualnie spać spokojnie i konsekwentnie realizować swój długoterminowy plan przygotowawczy.

Kto zawiódł w Oberhofie?

Nie wszyscy jednak tegoroczne mistrzostwa opuścili w świetnych humorach. Do grona tych, którym impreza nie poszła po myśli możemy zaliczyć Vetle Sjaastada Christiansena. Norweg z Oberhofu wrócił tylko z jednym srebrnym medalem za bieg sztafetowy. Jego najlepszy indywidualny wynik natomiast to 5. miejsce w biegu pościgowym. We wspomnianej sztafecie także nie spisał się najlepiej. Pięciokrotne dobieranie i blisko minuta straty do lidera po swojej zmianie z pewnością nie pomogła Norwegom w walce o złoto. Na usprawiedliwienie Christiansena należy wspomnieć, że dwa dni przed startem MŚ w Oberhofie zmarła jego 93-letnia babcia.

Nie tak mistrzostwa w Oberhofie wyobrażała sobie na pewno Elvira Oeberg. Szwedka przegrała jednak z chorobą, przez co nie oglądaliśmy jej w biegu pościgowym, indywidualnym oraz masowym. Mimo to młodsza z sióstr Oeberg nie wrócila z czempionatu z pustymi rękami. Elvira wystartowała bowiem w sztafecie i pomogła koleżankom sięgnąć po brązowy medal.

Jak poszło Biało-Czerwonym?

Nasza kadra także nie będzie wspominać mistrzostw z jakimś wielkim rozrzewnieniem. Promyczkiem nadziei na przyszłość na pewno był występ Jana Guńki w sprincie. 39. miejsce i pierwszy w karierze awans do biegu pościgowego w tak trudnych warunkach to naprawdę świetne osiągnięcie. Cenne doświadczenie, jakie zdobył zarówno on, jak i Marcin Zawół, może zaowocować w przyszłości.

Wśród pań natomiast należy wyróżnić Annę Mąkę. 30-latka, z pominięciem biegu pościgowego, zaprezentowała bardzo dobrą formę strzelecką. Najlepszy wynik osiągnęła w biegu indywidualnym, który zakończyła na 31. miejscu. W pojedynczej sztafecie mieszanej Mąka strzelała bezbłędnie, a w sztafecie pań była najlepsza z drużyny i walnie przyczyniła się do uzyskania 9. lokaty.

I to by było na tyle. Przed nami ostatnie trzy weekendy Pucharu Świata 2022/2023. Nie wszystko jest jeszcze jasne. Czeka nas więc niemała dawka emocji.

Fot. © Manzoni/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.