Zwycięstwem Johannesa Boe zakończył się bieg na dochodzenie. Tym samym to Norweg ustrzelił klasyczny doppelpack, czyli wygrał sprint i pościg. Srebro wywalczył jego kolega Sturla Holm Laegreid. Brąz dla Sebastiana Samuelssona. Jedyny Polak w stawce, Jan Guńka zajął 48. miejsce.

Klasyczny Johannes Boe

Johannes Boe ruszał na trasę z przewagą 15 sekund nad swoim starszym bratem. Jednak już po pierwszym strzelaniu Tarjei tracił do prowadzącego ponad 25 sekund i to pomimo faktu, że obaj byli bezbłędni. Stawkę uzupełniało dwóch kolejnych Norwegów: Sturla Holm Laegreid i Johannes Dale. Obaj zabójczo celni i obaj z niemal 50-sekundową stratą do lidera.

Drugie strzelanie w pozycji leżąc nie przynosiło wielkich zmian na czele. Nadal pewnie prowadził Johannes Boe, który systematycznie odjeżdżał reszcie stawki. Jego brat stracił kolejne 6 sekund, zaś Laegreid dodatkowe 4 i wszyscy mogli poszczycić się wynikiem 10/10 na strzelnicy.

Zamieszanie za plecami

Gdy wydawało się, że Norwegowie spokojnie dobiegną do mety, Tarjei Boe wprowadził element zaskoczenia. Doświadczony biathlonista spudłował dwa razy i nie tylko dał się wyprzedzić bezbłędnemu Largreidowi, ale wybiegł sekundę za plecami równie skutecznych Vetle Christiansena i Szweda Sebastiana Samuelssona. Cała trójka traciła półtorej minuty do lidera i 25 sekund do drugiego Sturli. Było więc jasne, że walka o brąz rozstrzygnie się pomiędzy nimi na ostatnim strzelaniu.

Zgodnie z oczekiwaniami, zarówno Johannes Boe, jak i Laegreid byli po raz czwarty tego dnia bezbłędni i ruszyli niezagrożeni na ostatnie okrążenie. A na strzelnicy trwała wojna nerwów o brązowy medal Mistrzostw Świata w Oberhofie. Z niej zwycięsko nie wyszedł nikt, bowiem i Tarjei, i Sebastian oraz Vetle biegli aż dwie karne rundy. I choć utrzymali swoje pozycje, to różnica pomiędzy nimi zamknęła się w 4 sekundach.

Jako pierwszy z rywalizacji odpadł Christiansen, zaś pozostała dwójka biegła narta w nartę aż do samego stadionu. Dopiero przed samą metą zaatakował Szwed i zostawił starszego rywala za plecami, zdobywając tym samym brązowy medal w sprincie.

Jan Guńka – rodzynek bez awansu

Honoru polskiego biathlonu bronił w tej konkurencji Jan Guńka. Polak zaczynał jako 39. zawodnik sprintu, ale bardzo szybko stracił wywalczoną w sobotę pozycję. Już po pierwszym strzelaniu, gdzie dwukrotnie spudłował, spadł na 53. miejsce. Druga wizyta na strzelnicy była lepsza, ale jedna karna runda nie zmieniła jego pozycji.

O wiele lepiej Guńka spisał się przy strzelaniu w pozycji stojąc. Polak był bezbłędny i przesunął się na 46. miejsce, którego nie utrzymał na kolejnym okrążeniu, bowiem ponownie dwukrotnie biegł karną rundę.

Ostatecznie reprezentant naszego kraju ukończył bieg pościgowy na 48. miejscu.

C73D_v1

Fot. © Manzoni/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *