Johannes Thingnes Boe i wszystko jasne. Zgodnie z przewidywaniami, Norweg wygrał sobotni sprint na 10 kilometrów. Na podium znalazł się również jego brat Tarjei oraz Sturla Holm Laegreid. Z Polaków najlepiej spisał się Jań Guńka, który był 39.

Johannes Boe jedzie po swoje

Rzadko się zdarza, że zwycięzca jest znany już od początku wyścigu. Jednak największy faworyt miał takie szczęście, że przypadł mu pierwszy numer startowy, więc jedyne, co Johannes Thingnes Boe musiał zrobić, to pobiec swoje i cierpliwie obserwować wyniki najgroźniejszych rywali.

Zaczęło się jednak niespokojnie. Boe na pierwszym strzelaniu już przy drugim celu popełnił błąd, który kosztował go karną rundę. W norweskim obozie zaczęło się robić niespokojnie, gdy kolejni biathloniści strzelali celnie i spychali lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata na coraz odleglejsze pozycje. Ostatecznie Boe był 13. i tracił do liderującego Martina Ponsiluomy 16 sekund.

Ostateczna rozgrywka rozegrała się w trakcie strzelania w pozycji stojąć. Johannes Boe nie mógł pozwolić sobie na kolejny błąd, ponieważ ten mógłby kosztować go nie tylko złoto, ale i w ogóle miejsce na podium. Norweg presję wytrzymał i po pięciu celnych strzłach pobiegł w stronę mety. Tam mógł już tylko czekać.

Norweska fala

A czekał w pierwszej kolejności na swojego kolegę z reprezentacji. Sturla Holm Laegreid startował jako szósty i doskonale wiedział, co dzieje się przed nim. Wiedział doskonale, że musi być bezbłędny na ostatnim strzelaniu, by wyprzedzić Boe. Niestety, dla niego, ostatni nabój chybił celu i Laegreid sam się wyrzucił z rywalizacji o złoto.

Kolejnym, który miał szansę zrzucić z tronu Johannesa Boe był Vetle Sjaastad Christiansen. On również popełnił jeden błąd na strzelnicy, jednak nawet, gdyby był bezbłędny, jego sobotnia forma biegowa nie była wystarczająco dobra, by zagrozić posiadaczowi żółtej koszulki.

Niespodziewanie do walki o tytuł mistrza świata w sprincie włączył się starszy z rodu Boe. Prawie 35-letni Tarjei w tym sezonie zajmuje zazwyczaj miejsca poza pierwszą dziesiątką i raczej nie był wymieniany w gronie tych, którzy mogą zagrozić dominacji Johannesa Boe. Tymczasem, to właśnie on był najbliżej zwycięstwa. 100% celności na strzelnicy i niezły bieg sprawiły, że po drugim strzelaniu tracił do brata tylko 3,2 sekundy. Jednak nie udało mu się zniwelować tej różnicy i ostatecznie stracił prawie 15 sekund do zwycięzcy, co dało mu drugie miejsce.

Jeden Polak w pościgu

Polacy rywalizowali przede wszystkim o awans do niedzielnego biegu pościgowego. Ta sztuka udała się tylko jednemu z naszych reprezentantów. Jań Guńka, mimo dwóch karnych rund, zajął 39. miejsce i wybiegnie jutro 2 minuty i 33 sekundy po Johannesie Boe. Słabo biegowo zaprezentowali się Marcin Zawół i Andrzej Nędza-Kubiniec. Obaj spudłowali tylko raz, jednak nie przełożyło się to na wysokie lokaty. Ten pierwszy zajął 74. lokatę, drugi 77.

C73B_v1

Fot. © Reichert/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.