Kolejny dzień i znowu to samo – tak w skrócie można opisać czwartkową pojedynczą sztafetę mieszaną, którą wygrał duet Johannes Thingnes Boe i Marte Olsbu Roeiseland. Srebro dla Austriaków, brąz przypadł w udziale Włochom. Polacy ukończyli zawody na 16. miejscu.

Szybka ucieczka

Na starcie dzisiejszych zawodów zameldowały się ekipy z 27 krajów świata. Jednak dość szybko czołówka uciekła reszcie. Już po dwóch pierwszych strzelaniach zarysowała nam się ucieczka, w skład której weszli Włosi, Austriacy, Szwedzi i Norwegowie. Różnica pomiędzy liderującą po pierwszej zmianie Lisą Vittozzi a czwartą Marte Olsbu Roeiseland wynosiła niespełna 14 sekund.

Gdy do walki włączył się Johannes Boe, wydawało się że dość szybko zostawi konkurencję w tyle i będzie liderował przez cały wyścig. Jednak multimedalista tych mistrzostw świata podczas swojego występu ciągle oglądał plecy rywali. Po pierwszym strzelaniu był za Włochem Tommaso Giacomelem i Austriakiem Davidem Komatzem. Z kolei, gdy przekazywał pałeczkę Roeiseland, tracił do Komatza nieco ponad 2 sekundy. Już na tym etapie zawodów widać było, że walka o medale rozstrzygnie się pomiędzy tymi trzema reprezentacjami. Philipp Nawrath, Samuelsson i Fin Olli Hiidensalo tracili już ponad 35 sekund i nic nie zapowiadało, że dogonią czołówkę.

Spokój i szok

Gdy na trasie ponownie pojawiły się biathlonistki, sytuacja nie uległa większym zmianom. Roeiseland, Vittozzi, Hauser – tak wyglądała tabela po szóstym strzelaniu. Strata Austriaczki do liderki wynosiła mniej niż 10 sekund i nic nie było jeszcze rozstrzygnięte. Biegnąca za ich plecami Hanna Oeberg traciła już prawie 40 sekund i tylko cud mógł włączyć Szwedów do gry.

Tymczasem cuda zaczęły dziać się na kolejnych wizytach na strzelnicy. Johannes Thingnes Boe pudłował jak nie on i zafundował sobie karną rundę. Jednak 75 metrów dodatkowego biegu to dla niego jak zrobić przysiad i Norweg dał rywalom tylko 11 sekund przewagi nad sobą.

Tę stratę Boe szybko minimalizował i na ostatnim strzelaniu przechylił szalę na swoją korzyść. Bezbłędne strzelanie, przy jednym błędzie Komatza sprawiło, że to Norweg niezagrożony biegł do mety, mając 9,8 sekundy zapasu nad rywalem. Ciekawie zrobiło się za sprawą Giacomela. Włoch biegł aż dwie karne rundy, czym wlał nadzieje w serca Szwedów. Niestety, Sebastian Samuelsson nie skorzystał z tego nieoczekiwanego prezentu i sam nadłożył dodatkowe 75 metrów biegu.

Ostatecznie układ się nie zmienił. Wygrali Norwegowie przed Austriakami i Włochami.

Dobra Mąka, słaby Zawół

Z tej Mąki będzie chleb. Anna Mąka to zdecydowanie najjaśniejszy punkt naszej reprezentacji w trakcie tych mistrzostw. W trakcie dzisiejszej pojedynczej sztafety mieszanej 30-letnia zawodniczka BKS WP Kościelisko była bezbłędna i utrzymywała nas w czołowej dziesiątce. Na pierwszej zmianie dobiegła jako 8., na kolejnej 10.

Niestety, wszystko, co Mąka wywalczyła, tracił Marcin Zawół. 21-letni biathlonistka nie tylko nie utrzymał pozycji, ale i sukcesywnie je tracił. W trakcie 7. strzelania zawodnik MKS Karkonosze Sporty Zimowe biegł karną rundę i do lidera tracił już niemal 2,5 minuty. To mogła być bardzo kosztowna pomyłka, bowiem Polska balansowała na granicy zdublowania, jednak sędziowie pozwolili całej grupie zawodników ukończyć zawody. Ostatecznie zostaliśmy sklasyfikowani na 16. pozycji.

C73C_v1

Fot. © Stancik/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.