Niemal rok Johannes Thingnes Boe musiał czekać, by stanąć na najwyższym stopniu podium w biathlonowym Pucharze Świata. Norweg był bezbłędny w piątkowym sprincie w Annecy Le Grand Bornard i dopisał pierwsze 60 punktów do swojego konta w tym sezonie. Najlepszy z Polaków Grzegorz Guzik był 95.

Król Boe wraca na tron

Emocje towarzyszyły nam już od pierwszego strzelania. Pierwsza dziesiątka na pomiarze czasu była bezbłędna, zaś różnica pomiędzy 1. a 10. zawodnikiem wynosiła niewiele ponad 16 sekund. To zapowiadało pasjonującą walkę do samego końca. Zwłaszcza, że na czele uciekinierów biegli Johannes Thingnes Boe, Eduard Łatypow oraz Sturla Holm Laegreid. Rosjanin tracił do młodszego z braci Boe mniej niż 4 sekundy, sam zaś miał tyle samo przewagi nad kolejnym z Norwegów.

Jednak Boe nie zamierzał pozwolić, by ktoś popsuł mu dzień. Narty same go niosły i po drugim bezbłędnym strzelaniu jego przewaga nad, również świetnie strzelającym, Łatypowem wzrosła do niespełna 12 sekund. Jego kolega z kadry także się nie pomylił na strzelnicy, ale nie był w stanie dotrzymać kroku i był 14 sekund za liderem.

Wydawało się, że Sturla Holm Laegreid utrzyma swoją pozycję aż do mety. Choć po drugim okrążeniu miał 5,5 sekundy przewagi nad Filipem Andersenem ostatecznie stracił pozycję na jego rzecz. Na tym tragedia Norwega się nie skończyła. Francuz Quentin Fillon Maillet po drugim strzelaniu (miał pudło w pierwszej próbie) był aż 15 sekund za rywalem, ale dzięki znakomitemu biegowi dobiegł do mety o 3 sekundy przed nim.

Ostatecznie na podium znaleźli się Johannes Thingnes Boe, Eduard Łatypow oraz Filip Andersen.

Dla Johannesa Boe piątkowa wygrana była pierwszym indywidualnym zwycięstwem od 13 stycznia 2021 roku. To właśnie wtedy multimedalista mistrzostw świata był najlepszy w sprincie na 10 kilometrów w Oberhofie.

Polska tragedia

O ile Norweg będzie z przyjemnością wspominał sprint w Annecy, o tyle polscy kibice woleliby żeby on się w ogóle nie odbył. Dość powiedzieć, że najlepszy z naszych reprezentantów dobiegł dopiero 95, Grzegorz Guzik spudłował łącznie 3 razy i stracił 3:08 minuty do lidera.

Nieco lepiej spisał się na strzelnicy Przemysław Pancerz. 23-latek pomylił się tylko raz, jednak bardzo słaby bieg w jego wykonaniu dał mu 102. miejsce. Obrazu tragedii dopełnił Wojciech Skorusa, który zajął ostatnią, 109. pozycję (ze stratą półtorej minuty do 108.Rusłana Tkalenko) notując jedno pudło na stojąco i jedno na leżąco. Wojciech Filip nie dobiegł do mety i nie został sklasyfikowany.

C73B_v2

Źródło: oprac. własne
Fot. © Thibaut/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.