Raphael Poirée to jedna z największych gwiazd francuskiego biathlonu. 48-latek zdominował Mistrzostwa Świata w Oberhofie w 2004 roku i wskazuje, kto dziś może powtórzyć jego wyczyn.

Gdy Mistrzostwa Świata po raz ostatni były rozgrywane w Oberhofie, ich niekwestionowaną gwiazdą był Raphael Poirée. Francuski biathlonista zdobył wtedy 3 złote medale (bieg indywidualny, ze startu wspólnego oraz sprint), srebro w biegu na dochodzenie oraz brąz w sztafecie. Łącznie w jego kolekcji znajduje się 18 krążków zdobytych w zawodach tej rangi.

W wywiadzie udzielonym rzeczniczce prasowej ośrodka w Oberhofie Poirée wspomina 2004 rok, daje rady uczestnikom zbliżającej się imprezy i mówi na co musi uważać faworyt – Johannes Boe.

Susann Eberlein (rzecznik prasowa, Biathlon Oberhof): Panie Poirée, 19 lat temu na Mistrzostwach Świata w Biathlonie w 2004 roku zdobył pan trzy złote medale. Czy mogę założyć, że Oberhof był i może nadal jest dla pana szczególnym miejscem?

Raphael Poirée: To prawda. Dla mnie Oberhof zawsze był jednym z największych wydarzeń w biathlonie i zawsze był wyjątkowy. Co roku na stadion przybywa wielu ludzi, którzy poświęcili się biathlonowi. Wszędzie można tu wyczuć bogatą sportową historię.

Który moment wspomina pan najlepiej?

Wiele zwycięstw z moją ówczesną żoną Liv-Grete. Była z nami nasza córka Emma, ​​która miała wtedy rok. To było dla nas bardzo szczególne wydarzenie. Pamiętam dobrze, że fani przesłali nam wiele prezentów. Zawsze coś wisiało na drzwiach naszego hotelu. Nie wiedzieliśmy tego wcześniej. Ale potem zrobiło się tego trochę za dużo. W pewnym momencie nie pokazywaliśmy się już na ulicy w strojach sportowych, ale w normalnych ubraniach, żeby nie od razu nas rozpoznano (śmiech).

Co trzeba zrobić, aby odnieść sukces w Oberhofie?

Wiem to bardzo dobrze, dlaczego byłem wtedy taki dobry: organizacja wokół mnie była świetna. Ekipa, smarowanie, moja córka, wszystko było idealne. Byłem bardzo szczęśliwy będąc w Oberhofie. Dla mnie to była wielka impreza.

Byłeś dominatorem w 2004 roku. Czy Norweg Johannes Thingnes Boe zostanie dominatorem Mistrzostw Świata w tym roku?

Z pewnością. Jest niesamowicie silny. Po dziesięciu kilometrach udaje mu się zyskać minutową przewagę nad drugim zawodnikiem. Jest więc największym faworytem. Ale Oberhof nie jest łatwy. Na przykład może być bardzo wietrznie. Tak więc faworyci, których masz w każdym wyścigu, mogą się szybko zmieniać.

Spójrzmy na francuską drużynę. Julia Simon prowadzi obecnie w klasyfikacji generalnej, a Quentin Fillon Maillet zajmuje czwarte miejsce. Czego od nich pan oczekuje?

Jeśli będą mieli dobry dzień, na pewno mają szansę na medale. Julia jest dość stabilna w tym roku i mamy jeszcze innych dobrych sportowców. Quentin nie był jeszcze w pełni sił. Myślę, że było to spowodowane wieloma spotkaniami z mediami i sponsorami zeszłego lata. Potrzebuje trochę czasu, żeby dojść do formy. Może jego czas będzie w Oberhofie.

W ciągu ostatnich trzech lat ARENA am Rennsteig została gruntownie zmodernizowana. Śledził pan zmiany?

Szczerze mówiąc, niezbyt intensywnie. Nie uprawiam biathlonu i jestem dość zajęty jako współwłaściciel hotelu. Pracuję również dla dużej firmy budowlanej w Norwegii. W 2017 roku po raz ostatni byłem w Oberhofie z norweską ekipą telewizyjną. Nie będzie mnie też na tych mistrzostwach, bo muszę pracować i jestem z dziećmi. Ale śledzę to w telewizji i widzę, że dużo się zmieniło.

Jeżeli zadzwoniłby do pana ktoś z ekipy francuskiej lub nawet z przybranej przez pana Norwegii: jakie ma pan wskazówki na rozpoczynające się za kilka dni Mistrzostwa Świata w Biathlonie w Oberhofie?

Presja jest zawsze, w każdym wyścigu. Zawody toczyły się dla mnie źle, kiedy nie cieszyłem się chwilą. To nie znaczy, że musisz zwariować. Sportowcy mogą być we własnym świecie, ale jednocześnie powinni się rozejrzeć i maksymalnie cieszyć Oberhofem. Moja rada dla nich: bądź sobą i ruszaj na wyścigi z uśmiechem.

Źródło: inf. prasowa/oprac. własne
Fot. Gerhard König

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.