Simon Eder to najstarszy zawodnik w czołówce Pucharu Świata. Od początku kariery nie schodzi poniżej pewnego poziomu. W Oberhofie nie liczy na medal, ale postara się zrobić, co się da, by stanąć na podium.

Cezary Bronszkowski: Polski zespół Perfekt śpiewał, by „ze sceny zejść, niepokonanym”. Pan od 20 lat jest na równym poziomie, więc można powiedzieć, że jest niepokonany. Myśli pan o końcu kariery?

Simon Eder: Dzięki, oczywiście, że tak i bardzo mnie to stresowało kilka lat temu! To był rodzaj procesu, przez który musiałam przejść…

Gdzie Pan widzi się po zakończeniu kariery? Bardziej za biurkiem w ciepłym studiu czy jako trener?

Ciepłe biurko brzmi świetnie <śmiech>, ale bycie trenerem może być również świetną możliwością.

Pana tata wziął udział aż w 15 mistrzostwach świata i 18 sezonach Pucharu Świata. Karierę kończył mając 43 lata. To rodzinna tradycja, że Ederowie ścigają tak długo?

To miało na mnie duży wpływ. Jako dziecko bardzo wzorujesz się na swoich rodzicach, a ja już w bardzo młodym wieku wiedziałem, że chcę zostać sportowcem i rywalizować jak najdłużej.

Ma Pan prawie 40 lat, a wciąż zostawia w tyle wielu zawodników. Co jest sekretem długowieczności w biathlonie?

Najważniejsze, że tego chcesz i uczysz się na swoich błędach z przeszłości. Osobiście mam szczęście, że mam w rodzinie dwóch trenerów biathlonu, którzy bardzo mi pomagają. Moja kuzynka Sandra, która jest głównym trenerem w Szwajcarii, i mój ojciec.

Czy po tych wszystkich latach, dziesiątkach tysięcy pokonanych w trasie kilometrów i niezliczonej ilości oddanych strzałów, biathlon nadal sprawia Panu radość? Czy może stał się zawodem, jak sprzedawca czy programista?

Pamiętam dzień w podstawówce, gdy miałem 7 lat, kiedy moja nauczycielka zapytała całą klasę, jaki zawód wybralibyśmy na przyszłość, moja odpowiedź brzmiała: „Chcę zostać biathlonistą”, więc myślę, że to mój zawód od 1990 roku.

Dla niektórych biathlonistów mógłby być Pan ojcem. Łatwo czy trudno jest znaleźć z nimi wspólny język?

Może musisz zapytać „GenZ”, czy ze mną jest ciężko! <śmiech> Myślę, że w naszym zespole mamy dobrą mieszankę młodych i ponad 30-letnich sportowców i wyjazd z nimi na obóz sprawia mi dużo frajdy. Nie biorę udziału w każdym obozie treningowym, ponieważ mam w domu 8-letnią córkę.

„Oberhof nie jest łatwy” powiedział ostatnio Raphaël Poirée. Zwrócił on uwagę na wiatr, który płata figle. Zgadza się Pan z tym twierdzeniem?

Jeśli jesteś dobrym i szybkim strzelcem, zwykle nienawidzisz wiatru. Zmusza on do strzelania powoli i mniej precyzyjnie. W Oberhofie bardzo ważne jest, aby szybko wstać i zmotywować się na kolejny dzień!

Za Panem 12 startów w mistrzostwach świata i 5 medali, w tym jeden dwa lata temu w Pokljuce. Z jakim celem jedzie Pan do Oberhofu?

Na Mistrzostwach Świata zawsze marzysz o medalu. To bardzo trudne, ale staramy się jak możemy!

Johannes Boe wydaje się być nie do pokonania w tym sezonie. Myśli Pan, że ktoś może powstrzymać go przed wygraniem każdej konkurencji na Mistrzostwach Świata?

Myślę, że 7 medali byłoby zbyt szalone, ale pokazał nam w trakcie trzech ostatnich mistrzostw świata, że może to zrobić!

Fot. Philipp Carl Riedl/Red Bull Content Pool

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *