Sivert Guttorm Bakken ostatni raz przed szeroką publicznością pokazał się w marcu w Oslo. Od tego momentu Norweg nie brał udziału w żanych zawodach. W rozmowie z nami mówi o tym, co przeżył, jak wygląda proces rehabilitacji i co sądzi o Dusznikach-Zdroju.

Przypomnijmy, Sivert Guttorm Bakken ostatni raz na biathlonowych trasach pojawił się w marcu ubiegłego roku. W maju stwierdzono u niego zapalenie mięśnia sercowego i od tamtego momentu jego życie sportowe praktycznie nie istnieje. W rozmowie z BiathlonPoGodzinach.pl Norweg mówi o chorobie, szansach na powrót oraz miłości do biathlonu.

Cezary Bronszkowski: Jak twoje zdrowie? Udało ci się wreszcie wyleczyć zapalenie mięśnia sercowego?

Sivert Guttorm Bakken: Moje zdrowie wciąż nie jest na odpowiednim poziomie. Powoli robi się coraz lepiej, ale nie na tyle dobrze, żeby podjąć jakąkolwiek formę do treningu fizycznego. Na początku było to szybkie i równomierne odzyskiwanie sprawności, ale teraz przez ostatnie 4 miesiące było to niestety bardzo powolne.

Zaszczepiłeś się, by ochronić się przed chorobą. Tymczasem dopadł cię rzadki skutek uboczny. Co czułeś, gdy poznałeś diagnozę?

Kiedy dostałem wiadomość od lekarzy, że muszę przerwać treningi, pomyślałem tylko; „OK, wszelkie problemy zdrowotne należy traktować poważnie”, ale nigdy nie sądziłem, że powrót do zdrowia zajmie mi tyle czasu. Jednak kiedy czas mija i zaczynam zdawać sobie sprawę, że to będzie długi proces, jestem coraz bardziej sfrustrowany, zwłaszcza, że nie zrobiłem nic złego, to po prostu pech…

W młodości cierpiałeś na zaburzenia rytmu serca. Czy miało to wpływ na twoją chorobę? Czy lekarze jednoznacznie stwierdzili już, że to z powodu trzeciej dawki szczepionki?

Na szczęście to zapalenie nie ma nic wspólnego z moją wcześniejszą arytmią i żadne z nich nie wpływa na siebie… Szczepionka jest jedynym możliwym wytłumaczeniem zapalenia mięśnia sercowego.

Byłeś rewelacją minionego sezonu. 9. miejsce i Mała Kryształowa Kula za bieg masowy. To wszystko raptem rok po debiucie w Pucharze Świata. Jak wyglądała Twoja droga do tych sukcesów?

Myślę, że można śmiało powiedzieć, że każdy widzi, jak silna jest obecnie norweska drużyna, i mogę też powiedzieć, że wysoki poziom jest nie tylko w Pucharze Świata, ale także w Pucharze IBU i innych sportach. Powiem, że jest to główny powód nie tylko dla mnie, ale także dla wielu innych norweskich sportowców. Rzucamy sobie wyzwania i stawiamy sobie dodatkowe wymagania. Do tego mamy gwarancję jakości na każdym treningu, co jeszcze bardziej podnosi poziom.

Jednak w tym sezonie Norwegowie są jeszcze mocniejsi niż wcześniej. Johannes Boe to już w ogóle inna liga. Kroku dotrzymuje mu tylko Sturla Holm Laegreid. Skąd takie dysproporcje?

Uważam, że występu Johannesa i Sturli są po prostu imponujące. Różnice poziomów są naturalne, gdy ktoś odjeżdża z tak niewiarygodnie wysokim poziomem. Z czasem to się wyrówna, ale póki co brak mi słów na opisanie ich wysokiego poziomu i stabilności!

W redakcji śmiejemy się, że opisywanie zwycięstw Boe i Norwegów w sztafecie robi się nudne. Czy norwescy kibice oczekują, że zawsze będzie wygrywał któryś z was? Jak wygląda presja na wynik w Norwegii?

Tak, myślę, że presja jest naprawdę duża. Norwescy kibice bez wątpienia spodziewają się złota w sztafetach… To również bardzo mnie denerwowało podczas moich pierwszych sztafet w zeszłym roku.

Minęło ponad pół roku od twojego ostatniego treningu. Ten sezon jest już dla ciebie skończony. Lekarze mówili ci o orientacyjnym terminie powrotu do sportu?

Niestety ani ja, ani lekarze nie wiemy dokładnie, kiedy wrócę do treningów. Jedyne co mi pozostaje, to czekać…

Rozumiem twoją frustrację. Czy zastanawiałeś się kiedyś, co w przypadku, gdy powrót do sportu okaże się niemożliwy? Co wtedy?

Szczerze mówiąc, to był tylko impuls motywacyjny! Nigdy nie byłem bardziej pewien, że biathlon jest tym, co wypełni moje życie! Lekarze są pewni, że to minie i to wszystko, co potrzebuję usłyszeć! Nawet jeśli zajmie to kilka lat, postaram się wrócić, choć może to zająć trochę czasu…

Biathlon był całym twoim życiem. Teraz masz od niego przymusową przerwę. Jak wypełniasz ten czas?

Jak sam powiedziałeś, biathlon był i nadal jest moim życiem. Nadal angażuję się w biathlon, uczęszczając na obozy treningowe, aby strzelać z moim trenerem i nadal czuję się częścią zespołu. Współpracuję również ze sponsorami i federacją biathlonu. Oprócz tego przeprowadziłem się do nowego mieszkania i robię mały remont.

Remont oznacza mniej czasu na łowienie ryb? Nie powiesz mi, że z tego zrezygnowałeś.

W mojej obecnej sytuacji mam na to co najmniej dużo czasu.

Czy możesz robić cokolwiek, by utrzymać choć część swojej formy z zeszłego sezonu?

Moim głównym celem jest teraz utrzymanie wysokiego poziomu na strzelnicy i mam nadzieję, że będzie on jeszcze wyższy. Poza tym niewiele mogę zrobić. To powiedziawszy, wierzę, że ten okres w moim życiu pomaga mi również w zbudowaniu odporności psychicznej!

Cieszę się, że nie tracisz pogody ducha. Myślisz, że, w najgorszym przypadku, odnalazłbyś się jako trener? A może poszedłbyś w zupełnie inną stronę?

Skupiam się na jednej rzeczy, a mianowicie na powrocie jako sportowiec.

Z biathlonem masz styczność od 2008 roku, czyli 10 r.ż. Jak zaczęła się twoja przygoda z tym sportem?

Podobnie jak wielu innych biathlonistów, zacząłem jeździć na nartach biegowych, a potem pokochałem biathlon z powodu oczywistego, bardziej ekscytującego elementu, jakim jest strzelanie.

Nie można odmówić ci talentu, ale na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich cię zabrakło. Kadra Norwegii to jedna z najsilniejszych, a w tym sezonie nawet najsilniejsza biathlonowa ekipa. Czułeś się pokrzywdzony przepisami, które ograniczają występy do czterech zawodników z danego kraju?

Na pewno chciałbym, żeby znalazło się miejsce dla wszystkich sportowców, którzy trzymają wysoki poziom. Na Zimowych IGrzyskach Olimpijskich nadal obowiązują te same zasady, ale Mistrzostwa Świata wprowadzono teraz kilka nowych zasad, które umożliwiają udział większej liczbie najlepszych sportowców. To dobry krok.

Skoro nie bierzesz udziału w zawodach, to nie zarabiasz. Jak choroba wpłynęła na twoje życie zawodowe?

Muszę przyznać, że tegoroczna pensja jest nieco niższa niż w zeszłym roku <śmiech>. W tej chwili nie mam żadnych dochodów, ale jak wspomniałem wcześniej, współpracuję ze sponsorami i muszę powiedzieć, że jestem bardzo wdzięczny sponsorom, którzy wciąż we mnie wierzą!

Nic dziwnego, że sponsorzy w ciebie wierzą. Powtórzę się, ale zeszły sezon to był popis w wykonaniu debiutanta. Jak się czułeś wygrywając bieg masowy w Oslo?

Wygrana w Holmenkollen była oczywiście ogromnym przeżyciem. Wiedziałem, że mój poziom jest dobry, ale nigdy nie spodziewałem się, że odniosę pierwsze zwycięstwo w moim pierwszym pełnym sezonie pucharowym. Rano w dniu wyścigu czułem się zmęczony po kilku tygodniach podróży i rywalizacji, więc skupiałem się tylko na dobrym strzelaniu, a następnie dotarciu do mety. Może brak skupienia się na moich konkurentach pomógł mi wygrać <śmiech>.

Wielu biathlonistów wiąże się zawodowo z wojskiem. Nie myślałeś, by także spróbować tej ścieżki kariery, by podreperować budżet?

Wiem, że wielu biathlonistów w innych krajach jest związanych z wojskiem, ale niestety w Norwegii nie jest to możliwe. Albo trzeba w pełni skupić się na sporcie, albo odłożyć biathlon na bok i pracować w wojsku.

Ole Einar Bjoerndalen swój ostatni medal mistrzostw świata zdobył, gdy miał 43 lata. Wyobrażasz sobie, że też mógłbyś ścigać się tak długo?

Na razie o tym nie myślę. Ole Einar Bjoerndalen był świetnym sportowcem i przez tak długi czas utrzymywał wysoki poziom. Nie sądzę, żeby on lub ktokolwiek inny powiedział na początku swojej kariery: „będę to robił przez 25 lat”.

W swojej karierze spędziłeś kilka dni w Dusznikach-Zdroju. Jak ci się podobało u nas w Polsce?

Duszniki były świetne, miłe wspomnienia z Pucharu IBU i Mistrzostw Europy. Życzliwi ludzie i dobry doping na trasie. Oby tak dalej, a z chęcią wrócę za kilka lat do rywalizacji w Pucharze Świata w Polsce.

Też mam taką nadzieję i liczę, że uda nam się wtedy porozmawiać o twoim dobrym występie. Dziękuję ci za rozmowę.

Fot. © Manzoni/IBU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.